Wywiad z Łukaszem przeprowadziła Daria Kosik.
Daria Kosik – W jakich okolicznościach powstał projekt Łukasz Łyczek Łyczkowski i przyjaciele ?
Łukasz Łyczkowski – W dosyć niespotykanych, ponieważ od roku grałem z przyjaciółmi i nie było to zobowiązujące. Kumple nie mieli zamiaru nigdzie zagrać, a ja zrobiłem to jako odskocznie od 5 rano, tutaj traktujemy to bardzo poważnie, zawodowo, a chciałem pograć piosenki, które nigdy nie miały szansy realizacji, bo po prostu nie pasowały, były to moje piosenki, które nie są blisko bluesa, ten skład gra bluesa i tak chciałem żeby to się rodziło i chciałem żeby te piosenki gdzieś miały szanse się chociaż raz pokazać no i tak doszło do koncertu. To Jacek (red. Filipek) bardzo nacsikał żeby był taki koncert i jemu to zawdzięczam. Miałem z tego ogromną frajdę i chciałem żeby zagrali Ci ludzie którzy nigdy nie grali na scenie.
D.K. – Czyli skład zespołu nie był przypadkiem?
Ł.Ł. – Wybierałem te osoby z którymi znam się od dzieciństwa, z którymi chciałem zawsze zagrać, lecz nasze drogi się rozeszły. Skład był starannie kompletowany.
D.K. – Planujecie jeszcze jakieś wspólne koncerty?
Ł.Ł. – Po tym występie myślimy co będzie dalej, bo szkoda by było gdzieś to zaprzepaścić, ponieważ włożyliśmy w to wiele pracy. Od 15 lutego zaczynamy grać, najpierw będzie Lubrza, potem Międzyrzecz i chyba Poznań.
D.K. – Spodziewałeś takiej pozytywnej reakcji publiczności w trakcie waszego koncertu ?
Ł.Ł – Bardzo się tym przejmowałem, ponieważ zaprosiłem swoich rodziców, zawsze się śmiałem że mama zna te piosenki najlepiej, bo powstawały one w domu i mam była pierwszym recenzentem tych utworów i bardzo chciałem żeby oni byli, żeby zobaczyli co po tych wszystkich latach robię, do czego doszło, jaki jest tego efekt. Byli moi znajomi, wiadomo że najgorzej grać i najtrudniej gdy gra się w Sulęcinie, bo jestem stąd, żyje tu od dziecka i ta pozytywna reakcja przy każdej piosence dawała siłę. Naprawdę najtrudniej gra się u siebie.
D.K. – Kiedy zaczęła się Twoja kariera muzyczna ?
Ł.Ł – Historia nie jest zbyt długa, bo grać na gitarze zacząłem w wieku 17 lat. Jeśli chodzi o śpiewanie to ja długo się z tym ukrywałem, wstydziłem się na początku śpiewać. Moi koledzy bardzo się zdziwili, byli w totalnym szoku, gdy zaśpiewałem pierwszy raz, w wieku 19 lat, czyli stosunkowo nie dawno. A śpiewam od 15 roku życia.
D.K. – Kiedy ukaże się płyta 5 rano ?
Ł.Ł. – Płyta już w zasadzie jest, piosenki są już zarejestrowane, teraz jest czas na mastering.
Trudno jest to pogodzić, ponieważ wszyscy z nas mają jakieś obowiązki, pracują, chcemy tę płytę zrobić jak najbardziej profesjonalnie. Dlatego to wszystko tak długo trwa, ale płyta ma się ukazać już na wiosnę. Bardzo się cieszę na jej wydanie, bo jest to nasza pierwsza płyta. Teraz jest najwyższy czas, aby wydać tę płytę, bo bez tej płyty jest nam trudno iść gdzieś dalej.
D.K. – Wyobrażasz sobie życie bez swoich zespołów ?
Ł.Ł. – Nie, to jest niemożliwe. W życiu każdy z nas wybiera sobie drogę, ja ją już wybrałem i wszystko pod nią dopasowuje. Na tym etapie, na którym jestem nie wyobrażam sobie, abym nie grał. Mogę z zespołem nie pracować, ale grać będziemy zawsze razem.
D.K. – Marzy Ci się solowa kariera ?
Ł.Ł. – Nie, wydaje mi się, że nie da się zrobić wielkiej kariery w Polsce, grając taką muzykę, ponieważ jest ona mało popularna. 5 rano to zespół, któremu zawdzięczam wszystko, to są ludzie, którzy są także moimi przyjaciółmi i bez których nie byłoby mnie. Dzięki nim jestem, ty kim jestem i robię, to co robię. Solowa kariera owszem, ale nie kosztem 5 rano, ona jest dla mnie najważniejsza.
D.K. – Jakie jest Twoje największe marzenie ?
Ł.Ł. – Spełni się już niedługo, gdy zagram z orkiestrą symfoniczną piosenki Metalliki w filharmonii.
D.K. – Dziękuję za rozmowę i życzę tylko udanych koncertów.
Ł.Ł. – Dzięki.
