Na poniedziałkowej sesji Rady Powiatu Sulęcińskiego najważniejszym punktem obrad było głosowanie nad wotum zaufania i absolutorium dla Zarządu Powiatu. Starosta Tomasz Prozorowicz – mający stabilną większość w radzie – bez większych przeszkód uzyskał pozytywny wynik. „ZA” głosowało dziesięcioro radnych, przeciw był tylko Adam Miglujewicz, a jeden z radnych – Tomasz Drozd – wstrzymał się od głosu. Trzech radnych było nieobecnych. Choć liczby przemawiają na korzyść obecnego zarządu, przebieg debaty pokazał, że sytuacja w powiecie wcale nie jest tak klarowna, jak mogłoby się wydawać.
Krytyczne głosy w cieniu większości
Głównym głosem krytyki – był radny Adam Miglujewicz z klubu „Radni dla Powiatu”. W swoim wystąpieniu zarzucił Zarządowi brak wizji i sprowadzanie roli samorządu do biernego administrowania. – Pan nie pokazał żadnej wizji, żadnego kierunku rozwoju, to tylko administrowanie – mówił, odnosząc się bezpośrednio do starosty.
Według Miglujewicza, Zarząd nie tylko nie prezentuje żadnej strategii, ale też nie funkcjonuje w sposób przejrzysty. Jak zauważył, członkowie zarządu nie mają jasno przypisanych kompetencji, co uniemożliwia skuteczną ocenę ich pracy. – Nie wiem za co mam Państwa rozliczać, nikt z Was nie ma jasno przypisanych obowiązków i kompetencji – grzmiał z mównicy.
Jednym z najmocniejszych zarzutów był również brak inwestycji ze środków własnych powiatu. Zdaniem radnego, wszystkie większe działania realizowane są dzięki funduszom zewnętrznym, a starosta nie wykazuje inicjatywy w pozyskiwaniu alternatywnych źródeł finansowania. Miglujewicz pytał też o kwestie związane z oszczędnościami – sugerując, że warto byłoby zacząć od ograniczenia prywatnego wykorzystywania służbowego samochodu przez starostę.
Prozorowicz: „Mamy doskonałą kadrę”
Starosta Tomasz Prozorowicz odpowiedział, że współpraca w Zarządzie układa się bardzo dobrze, a wszyscy jego członkowie są kompetentni i zaangażowani. Zapewniał, że nie wykorzystuje służbowego auta do celów prywatnych. – Nie jeżdżę nim na zakupy ani do kościoła – uciął temat.
W obronie Zarządu głos zabrali również Bartosz Jankowski i Dariusz Czarny, którzy zarzucili Miglujewiczowi operowanie „plotkami”, między innymi dotyczącymi rzekomego mobbingu w Domu Pomocy Społecznej w Tursku. Miglujewicz jednak zaznaczył, że posiada konkretną, podpisaną skargę pracowników, której na razie nie chce ujawniać w obawie przed reperkusjami wobec nich, ale apelował o jej rzetelne zbadanie. – Nie wiem czy to prawda, ale chcę, żeby zostało to jednoznacznie i ostatecznie wyjaśnione – mówił. Niestety, jego pytania o liczbę podopiecznych, skalę problemów czy warunki w DPS – pozostały bez odpowiedzi.
– Nie muszę jeździć do Lubniewic, mam tam radnego, który mi powie co trzeba zrobić – tłumaczył się Czarny, co – w kontekście bezpośrednich pytań o znajomość sytuacji w jednostkach – co wywołało konsternację.
Merytoryczna dyskusja czy pokaz siły?
Radny Miglujewicz zarzucił również Zarządowi brak realnej debaty o stanie powiatu. – To, co miało być dyskusją o sytuacji w powiecie, zamieniło się w rozmowę Zarządu z Miglujewiczem. A przecież chodzi o ocenę działania instytucji, a nie ataki personalne – zauważył.
W kontrze do krytyki głos zabrała m.in. Wicestarosta Agata Wdowiak, która zapewniała, że wszystkie inwestycje rozpoczęte przez poprzedni zarząd są kontynuowane, a szkoły w powiecie cieszą się niespodziewanie dużym zainteresowaniem. Poruszyła również temat pieczy zastępczej, podkreślając trudności kadrowe i finansowe, a także pochwaliła Zarząd za pozyskanie ok. miliona złotych na działania PCPR.
Głos zabrał też radny Dawid Wygiera, który chwalił zarząd m.in. za stabilną sytuację finansową i redukcję zadłużenia, choć przyznał, że wiele inwestycji realizowano dopiero pod koniec poprzedniej kadencji – co w skali kraju bywa charakterystyczne dla roku wyborczego.
Równowaga czy pozory dialogu?
Nie sposób nie zauważyć, że choć Zarząd uzyskał formalne poparcie większości rady, w przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się głosy krytyczne – nie tylko co do braku wizji, ale też stylu zarządzania, który nie dopuszcza do realnej debaty i otwarcia się na merytoryczne głosy spoza większości.
Czy starosta Prozorowicz zdecyduje się odpowiedzieć na te zarzuty czynami, a nie tylko głosami lojalnych współpracowników? Czy w kolejnym roku mieszkańcy zobaczą prawdziwą strategię, a nie tylko „administrowanie”? Póki co, opozycja w radzie może nie mieć przewagi liczebnej, ale z pewnością nie brakuje jej argumentów.