Praca steinpol
Home Aktualności z Sulęcina

Praca Christianapol meble Sulęcin

Na ulicy Poznańskiej 6 w Sulęcinie powstała klimatyczna kawiarnia, w której serwowane są obiady, kawa i drinki. 2 października od godziny 11.00 lokal ruszył pełna parą. Projekt ten stworzyła młoda mieszkanka Glisna Kinga Kleńk.

K.P.: Jak powstał pomysł otworzenia kawiarni?
K.K.: Od jakiś pięciu lat pracowałam w gastronomii. Moja pierwsza praca w wieku 16 lat też się z tym wiązała – pracowałam jako kelnerka na plaży. Zawsze lubiłam kontakt z ludźmi i to sprawiło, że postanowiłam wyjechać za granicę, odłożyć trochę pieniędzy i wspólnymi siłami otworzyć to miejsce, spróbować się jako szefowa. Też patrzyłam na pryzmat Sulęcina, że brakuje tu miejsca, w którym można posiedzieć ze znajomymi, wypić kawę czy drinka. I postanowiłam spróbować – jestem młoda, nie mam zobowiązań i nawet jak się nie uda, to mogę jeszcze wiele innych rzeczy zrobić. A jak nie teraz to, kiedy. Nie zaryzykowałam za dużo – tylko pieniądze i oczywiście serce, które włożyłam w ten projekt.

K.P.: A skąd pomysł na nazwę?
K.K.:
Bo tu naprawdę jest nierówno pod sufitem i tak nam to utkwiło w pamięci i się spodobało, że postanowiliśmy to wykorzystać jako nazwę lokalu.

K.P.: Miałaś jakieś dofinansowanie, żeby otworzyć swoją działalność?
K.K.:
Nie wzięłam żadnych pieniędzy od państwa. Wszystko otworzyłam dzięki mojej ciężkiej pracy za granicą oraz wsparciu najbliższych – partnera i mamy. Wspólnymi siłami daliśmy radę. Wszystko robiliśmy tutaj sami.

K.P.: Dawno już nie było takiego miejsca w Sulęcinie, gdzie można posiedzieć ze znajomymi. A jakie jeszcze atrakcje planujesz w lokalu?
K.K.:
Na pewno można u nas zrobić imprezę okolicznościową, tak do 30 osób. Na pewno planuję zorganizować wieczory z muzyką na żywo – mam kilku znajomych którzy grają na instrumentach, śpiewają. Stworzę im przestrzeń do pokazania swoich umiejętności. chcemy tez organizować wieczorki tematyczne i w planach mamy karaoke lub turniej FIFA dla chłopaków. Mamy możliwości tylko potrzebujemy czasu na rozkręcenie działalności. Ten pierwszy tydzień będzie decydujący – pokaże w którą stronę uderzyć. Zrobimy również dania na dowóz. Mamy nadzieję, że to będzie bardzo sprawnie szło.

K.P.: A otwarcie lokalu to realizacja marzenia czy tylko pomysł na biznes?
K.K.:
To realizacja małego marzenia. Zawsze z tyłu głowy miałam plan, żeby stworzyć coś swojego. Pracowałam w wielu miejscach, przetoczyłam się przez wielu właścicieli i postanowiłam stworzyć miejsce, gdzie jeszcze nie pracowałam. Miejsce z rodzinną atmosferą i zgranym zespołem oraz domowym klimatem i domowymi posiłkami. Ja się nie wywyższam jako szefowa – razem z zespołem sprzątam, podaję posiłki, zbieram zamówienia, a nawet czasami coś ugotuję, jak zajdzie taka potrzeba. Chcę żebyśmy się nawzajem szanowali, abyśmy mogli na sobie polegać. Chcę im pokazać, że jesteśmy na jednym poziomie i każdego zdanie jest ważne.

K.P.: Jest praktycznie sama młoda kadra – dogadujecie się ze sobą?
K.K.:
Po dniu otwarcia jestem zaskoczona pozytywnie, że przyszło tak wiele osób, a my daliśmy radę ich obsłużyć. Wszyscy się motywowaliśmy, uspokajaliśmy na wzajem, gdy zaszła taka potrzeba. Powiedziałam pracownikom, że pracujemy na nasz wspólny sukces i musimy dać z siebie wszystko. Mamy dużo pomysłów do zrealizowania. Wiadomo, że co dwie głowy to nie jedna. Wszystkiego na raz nie da rady zrealizować, ale będziemy próbować po kolei nowe propozycje i na pewno się uda. Pracuję z siostrą, która mi pomaga. Normalnie w życiu jesteśmy dwoma przeciwieństwami, a w pracy udaje nam się zgodnie współpracować. Tak samo z Kubą – jest bardzo otwarty i komunikatywny, i to chciałam uzyskać. Wychodzę z założenia, że jeśli między nami będzie zgoda, nie będzie napięć to przełoży się to na atmosferę w lokalu. Po otwarciu widziałam, że ludzie byli zadowoleni, że przyszli i na spokojnie kulturalnie mogli posiedzieć i zjeść domowe jedzenie. Wychodziłam do ludzi, pytałam jak lokal. Chcę, aby ludzie widzieli, że ja też się interesuje tym co się dzieje, atmosferą a także ich oczekiwaniami.

K.P.: 2 października było wielkie otwarcie. Jesteś dumna z całego zespołu?
K.K.:
Ogromnie. Jeszcze o 23 wydawaliśmy tutaj pierogi. Naprawdę nie spodziewałam się tego. Już po posprzątaniu lokalu ludzie jeszcze zaglądali o 1-2 w nocy i pytali się o dania. Byłam w ogromnym szoku, bo było tyle ludzi, że nie było, gdzie usiąść. Po godzinie otwarcia było spokojnie. Ruch zaczął się w okolicach obiadu i wieczorem, gdy ludzie przyszli na drinki. Mieliśmy trochę problemów technicznych – spalony piekarnik przed otwarciem, problemy z klimatyzacją i kasą, brak prądu, ale udało nam się na czas poradzić z problemami. Miałam tak pod górkę, że myślałam, że otwarcie będzie totalną katastrofą, ale udało się. Jeszcze karta dań do nas nie dotarła więc poszliśmy na żywioł. Ludziom bardzo podobało się, że w dniu otwarcia mogli skosztować drinka niespodziankę. Dzień zakończył się dla nas o 5 nad ranem. Jestem ogromnie zdziwiona, że tyle ludzi przyszło i się zainteresowało lokalem. Fakt, że kilkoro z nich wspomniało, że mamy wysokie ceny, ale to nie stołówka, tu wszystkie dania są robione na bieżąco z produktów z najwyższej półki, więc musi to mieć swoją cenę. Nie chcę, aby były w lokalu złe sytuacje, które będą rzutować na to, że to miejsce straci na wartości. Będę dokładać wszelkich starań, aby było jak najlepiej. Jesteśmy miejscem, które ma codziennie świeże produkty, mięso i przyprawy z najwyższej półki, i to ma rzutować na wartość i walory smakowe dania.

K.P.: Robicie wszystko na świeżo z produktów wysokiej jakości – czy to wam się opłaci?
K.K.:
Jeszcze tego nie wiem, ale mam nadzieję, że tak. Stawiamy na jakość i spore porcje. Liczymy na to, że klienci to docenią. Jeszcze nie ruszyła reklama w takim stopniu, jakim bym chciała, ale jak już ruszy to mam nadzieję, że klienci zrozumieją, dlaczego jest wyższa cena niż w innych lokalach. U nas jest smacznie, zdrowo, dużo i przede wszystkim domowo. Wiadomo, że dla jednych mało doprawione, dla innych za bardzo doprawione, ale w gusta wszystkich nie trafisz. Będzie możliwość doprawienia dań już niedługo. My dopiero startujemy, jesteśmy tylko ludźmi, małym rodzinnym zespołem, który liczy na informacje zwrotną od klientów, aby móc się udoskonalać. Mamy okrojone menu, bo wolimy, żeby klient mógł wybrać z dań, które będą na świeżo przygotowane niż mieć wiele dań i serwować je z zamrażarki. Jeśli biznes się rozkręci, będziemy się rozwijać i udoskonalać.

K.P.: Czy macie jakąś alternatywę na czas pandemii i obostrzenia?
K.K.:
Mamy nadzieję, że nie będzie zamykania lokali gastronomicznych, ale jeśli już to się wydarzy to będziemy serwować dania na wynos i z dowozem. A jak już o to zapytałaś, to poszukujemy kucharki na pełny etat i kierowcy. Także jeśli ktoś ma chęć dołączyć do naszego zespołu – serdecznie zapraszamy.

K.P.: Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów. Aby marzenia się zrealizowały, klienci dopisywali i żebyście się rozbudowali tak jak zaplanowaliście. Powodzenia!

KP


fot. A. Pawlik

Praca
Praca
Praca
Praca
Spływy kajakowe lubuskie
Spływy kajakowe lubuskie
Spływy kajakowe lubuskie
Spływy kajakowe lubuskie
Gryfstone kamienie kostka brukowa
Gryfstone kamienie kostka brukowa
Gryfstone kamienie kostka brukowa
Gryfstone kamienie kostka brukowa