Ogólnopolski protest pod nazwą „Czarny poniedziałek. Strajk kobiet” odbył się również w Sulęcinie 3 października 2016 r. Akcja miała swoje dwie odsłony – pierwszą w południe, pod Fontanną Dobrosąsiedztwa na placu Czarnieckiego, gdzie zgromadziło się ok. 100 uczestniczek i uczestników, a kolejną o godzinie 17:00 w Piekarni Kultury.
Znakiem szczególnym strajku, oprócz tradycyjnego odstąpienia od pracy, był czarny ubiór. W Sulęcinie protest zorganizowało stowarzyszenie „I Co Tam” i Przyjaciele. Organizatorki i uczestniczki (oraz wspierający je mężczyźni) popierają rzetelną edukację seksualną, dostęp do antykoncepcji i dążą do jak najmniejszej liczby aborcji. Szanują poglądy ruchów pro-life, ale pragną by i ich poglądy były szanowane.
Na spotkaniu w Piekarni Kultury, przy ciepłych napojach i ciastkach, dyskutowano na temat projektu ustawy obywatelskiej wprowadzającej całkowity zakaz aborcji. Katarzyna Gardziejewska odczytała fragment uzasadnienia strajku oraz opinii prawnej prof. Moniki Płatek na temat powyższego projektu. Nawiązała też do pierwowzoru strajku kobiet, który miał miejsce w 1975 r. w Islandii i przyniósł w bardzo krótkim czasie znaczne zmiany społeczne w tamtym kraju. Dodała, że Polska po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. znajdowała się w czołówce państw z ustawodawstwem przychylnym kobietom. Prawie 100 lat później może dołączyć do grupy państw z najbardziej restrykcyjnym prawem antyaborcyjnym.
– Ideę protestu podjęłyśmy od razu, kiedy się pojawiła – mówią Katarzyna Gardziejewska i Natalia Januszkiewicz – Ta akcja nie jest nastawiona na konflikt i nie jest wymierzona przeciwko komukolwiek, lecz przeciwko czemuś – projektowi ustawy zaostrzającej przepisy antyaborcyjne. Rozmówczynie Portalu Sulęcin24 podkreślają, że protest nie jest proaborcyjny, tylko ma zwrócić uwagę na zagrożenia niesione przez projekt ustawy.
Podczas obu odsłon protestu uczestnicy mogli wpisać swoje nazwiska i hasła popierające akcję na specjalnie przygotowanej tablicy.
Grzegorz Tyliszczak











