Kabaret Pod Wyrwigroszem wystąpił w Sulęcinie

utworzone przez | gru 13, 2015 | Kultura, Promowane

W niedzielne popołudnie Kabaret pod Wyrwigroszem odwiedził Sulęciński Ośrodek Kultury i rozbawił kilkudziesięcioosobową widownię do łez. W repertuarze nie zabrakło klasycznych gagów, które znają chyba wszyscy fani genialnej piątki aktorów: Beaty Rybarskiej, Łukasza Rybarskiego, Maurycego Polaskiego, Andrzeja Kozłowskiego oraz Tomasza Olbratowskiego. Nie zabrakło także popularnego ostatnio humoru politycznego, a dodatkowo miłym akcentem ze strony kabaretu było także użycie w jednym ze skeczy nazw dwóch pobliskich miejscowości.

Udało mi się przeprowadzić krótki wywiad przed występem.

Zapraszamy do lektury.

Katarzyna Nowak: Witam serdecznie w imieniu mieszkańców Sulęcina. Mam nadzieję, że sulęcińska widownia po dzisiejszym występie okażę się Państwa ulubioną wśród polskich miast i miasteczek… Na początek zadam może pytanie dość sztampowe, ale domniemam, że większość sulęcinian jest bardzo ciekawa odpowiedzi. Jak minął Państwu pod względem twórczości artystycznej mijający rok 2015? Było spokojniej niż w 2014 czy wręcz przeciwnie – sporo się działo?
Kabaret Pod Wyrwigroszem: Rok 2015 był bardzo intensywny. Zagraliśmy 200 spektakli w tym czasie i właściwie od października do teraz nie ma nas w domu w ogóle.

K.N.: A tegoroczne święta i Sylwester – będzie trochę spokojniej?
KpW: No akurat Wigilię mamy wyjątkowo wolną (śmiech).

K. N.: Czy jako kabaret który występuje na polskiej scenie od dłuższego czasu – macie swoich ulubionych nowicjuszy, czyli młodą scenę kabaretową?
KpW: Bardzo trudno oceniać nowe kabarety, zwłaszcza nam – weteranom sceny. Ocenę pozostawiamy widowni. W zasadzie jest to normalny aspekt – jedni są fajniejsi i docierają do innego grona odbiorców, pozostali mogą być mniej fajni i mieć swoje wierne rzesze fanów. My przez to, że bardzo dużo pracujemy, niespecjalnie śledzimy młodą scenę kabaretową – nie mamy na to czasu. Czasami spotykamy się wspólnie przy realizacji programów telewizyjnych lub różnych festiwali i nic poza tym. A to, że młodsza konkurencja jest to bardzo dobrze – każdy z nas przecież prezentuje coś innego. Nas, starszych kabareciarzy śmieszą inne rzeczy niż kabareciarzy, który trafiają do społeczności studenckiej.

K.N.: Jakie aspekty z życia kabaretu lubią Państwo najbardziej? Występy przed publicznością, interakcja z widzem, życie „w rozjazdach”, występy w TV – a może coś innego?
KpW: Z całą pewnością najprzyjemniejsze są reakcje ludzi. Cieszymy się, kiedy jesteśmy doceniani, kiedy ludzie się cieszą i klaszczą, zwracając się do nas ze słowami „Jak dobrze, że jesteście!”. Najlepsza jest interakcja z widownią, czyli takie spektakle jak dzisiaj w Sulęcinie, kiedy widownia kupuje specjalnie dla nas bilety, bo po prostu lubi nas oglądać. Czujemy się docenieni, kiedy widz przychodzi, cieszy się, śmieje do łez – wychodzi bez jakiegokolwiek rozczarowania.

K.N.: I na koniec – jakie są Wasze plany na nadchodzący 2016 rok? Będzie intensywnie jak zwykle? Czy coś się będzie działo już na początku stycznia?
KpW: Tak, 29 stycznia lecimy do Stanów Zjednoczonych na 2,5 tygodnia i to są nasze najbliższe plany. Po powrocie musimy się zabrać do pracy – pisanie nowych skeczy, nowych piosenek… Czeka nas także kilka większych imprez – festiwali kabaretowych. Jak zwykle mamy mnóstwo pracy i mamy nadzieję, że ten rok będzie tak samo intensywny jak mijający 2015.

K.N.: Dziękuję za rozmowę i życzę udanego występu.

Katarzyna Nowak